poniedziałek, 23 marca 2015

|113|. ELENA: „Mój Aniele...”

Blada ręka wprawiała w ruch jasną, drewnianą kołyskę. Od czasu do czasu można było usłyszeć jęk niezadowolenia malucha, który przebudził się, wyrwany ze snu. W całym domu panowała cisza, tłumiona jedynie brzękiem elektronicznych sprzętów. Posiadłość… ich własna, wymarzona, wyśniona… nad brzegiem morza, gdzie z wielkiego okna sypialni rozciągał się piękny widok na piasek i fale błyszczące we wschodzie słońca. Jasny, niepozorny dom, z czerwoną dachówką, brązowymi okiennicami, trawą wokoło… Z, nie za dużym, salonem utrzymanym w odcieniach brudnej bieli i błękitu, z niewielką kuchnią, jej wyidealizowaną sypialnią i małym pokoikiem w którym właśnie siedziała. Tutaj górował blady róż, nieco białych koronek i jasne, drewniane mebelki. Kołyska, niewielka komoda, mały stolik, jasny fotel, lampa, dająca przytłumione światło i kosz, powoli zapełniający się zabawkami. Pokoik małej, miesięcznej Ingrid. Maleństwa, słodko zasypiającego od miarowego kołysania, otulonego miękkim kocykiem i zaciskającego maleńkie piąstki.

poniedziałek, 16 lutego 2015

|112|. ELENA: „Było tylko jedno wyjście, jedno, skuteczne, sprawdzone, prawdziwe.”

Pomieszczenie, w którym się znajdowała było małe, puste, ze ścianami w blado-brzoskwiniowym kolorze i drewnianą podłogą. Tuż nad jej głową, prze niewielkie okno wdzierały się ostatnie promienie słońca. Półmrok… Półmrok otaczał Elenę, zwiniętą na małym stołku. Przez chwilę dziewczyna oddychała ciężko wpatrując się w drzwi. Zbyt bardzo nie chciała, by ktokolwiek jej przeszkadzał. W końcu oparła głowę o kolana, podwinęła ręce pod piersi i przymknęła oczy. Pozwoliła, by brązowe, falowane włosy opadły przed nią, całkowicie zasłaniając widok.
Nie znalazła się tutaj bez powodu. Własne myśli, zbyt szybko jej o tym przypomniały… Przybiegła tutaj, bo była wściekła, poirytowana i zła. Tak, kłótnia ze Stefano doprowadziła ją do tego stanu. W głowie analizowała każde jego słowo, każdą rzecz, jaką zrobił, wszystko co się wydarzyło… i od razu pojawiała się cięta riposta, przecinająca jej wspomnienia, usprawiedliwiająca każde słowo, które do niego wypowiedziała. To wszystko tak ją wkurzało!

niedziela, 25 stycznia 2015

|111|. ELENA: „To ona była winna.”

Beznamiętnie wpatrywała się w szybę, pokrytą mnóstwem kropel natarczywie padającego deszczu. Po jej policzkach również sunęły krople… gorzkich, słonych łez. Stała sama, niepotrzebna, zapewne niechciana, porzucona. Zmęczona oparła czoło o chłodną szybę, zimną, jak Jego palce kiedy… gwałtownie uderzyła otwartą dłonią o szybę. Nie teraz. Nie myśl, nie myśl, nie myśl, nie myśl, nie myśl… - powtarzała w głowie jak mantrę. Mogła się spodziewać, że to i tak nic nie da. Mogła to przewidzieć. Wszystko powinna przewidywać, nie tylko swoje zachowania, Jego również. Kiedy tego nie robiła… Czy było coś gorszego niż to uczucie, które właśnie zżerało ją od środka? Niszczyło, deptało, zgniatało… I dlaczego ciągle zapominała…? O wszystkim, o czym powinna pamiętać. O tym, co On do niej mówił, o tym, co sama mówiła, co robiła, o czym myślała… A później wszystko szło nie tak. Czemu miała pretensje, skoro to ona była winna?
Odrzuciła brązowe loki na plecy i pozwoliła łzom spłynąć po policzkach i z cichym chlupnięciem spaść pomiędzy inne, rozlane na drewnianym parapecie. Odruchowo przesunęła wazon z zaschniętymi kwiatami, robiąc łzom więcej miejsca. A te, ani na chwilę nie przestawały płynąć.
Sama nie wiedziała czego chce. Zwinęła dłonie w pięści i uderzała nimi w wściekłością o własne nogi. Czego tak naprawdę chciała…?