Zajęcia minęły na ciągłych
domysłach. W przerwie na lunch Hermiona, pod pretekstem odwiedzenia biblioteki,
z ulgą opuściła Harry’ego i Ginny, która dołączyła do nich równo z zakończeniem
zajęć. Granger zwinnie wymknęła się z zamku, uważając, by nikt jej nie
zobaczył. Długo zastanawiała się, czy powinna pójść na spotkanie. Bo czy aby na
pewno chciała? I czy wierzyła w czyste intencje Malfoy’a? Powoli szła w stronę
szklarni, a widząc w jednej z nich zarys postaci nieznacznie zwolniła. Może
jednak nie powinna…? Ale nim zdążyła zmienić zdanie otwarła szklane drzwi i
weszła do środka. Ślizgon pochylał się nad jedną z roślin, stanęła obok niego
unosząc brwi. Dopiero chrząknięcie sprawiło, że blondyn odwrócił się w jej
stronę, przestając zrywać liście czegoś, co wyglądem przypominało kapustę w
odcieniach różu i fioletu.
- Jednak się zjawiłaś, Granger –
mruknął z uznaniem.
- Daruj sobie. Czego chcesz tym
razem?
- Może znudziły mi się spotkania w
łazience i postanowiłem skorzystać z ostatnich ciepłych dni tego roku?
- Uważaj bo uwierzę! –
odpowiedziała ironicznie.
Chłopak wzruszył jedynie ramionami
i zabierając liście Rozeusty odszedł nieco dalej.
- Idziesz? – mruknął jakby od
niechcenia.
